Jak zaczęłam oszczędzać, będąc jeszcze dzieckiem?

Jak zaczęłam oszczędzać, będąc jeszcze dzieckiem?

Nie nazwałabym się mistrzem oszczędzania, chociaż mam w tym temacie sporą wiedzę. Już jako dziecko zaczęłam wprowadzać do swojego życia zasady, które nauczyły mnie szacunku do wartości pieniądza. Być może wynikało to z mojego wychowania, może z moich genów albo sama z siebie poczułam tę wewnętrzną potrzebę. Jedno jest jednak pewnie, oszczędzanie za dzieciaka nauczyło mnie oszczędzać w dorosłości.

Sprawdzone książki o oszczędzaniu
Nie da się ukryć, gdyby nie poradnik dla osób w moim wieku, pewnie nie do końca potrafiłabym się za to zabrać. Książka, po którą ja sięgnęłam to „Pieniądze nie rosną na drzewach”, która jest napisana w prosty i przejrzysty sposób, specjalnie dla młodszych czytelników. Bardzo dokładnie tłumaczy mechanizm pożyczek czy kredytów, tego jak zarabiać i jak dążyć do spełnienia swoich finansowych celów. Taką książkę polecam każdemu rodzicowi, który chce zacząć rozmawiać i pieniądzach z dziećmi.

Kieszonkowe i nic ponadto
Już w wieku przedszkolnym zaczęłam dostawać od rodziców kieszonkowe, dość skromne, bo zaledwie 8 złotych na tydzień, ale wystarczające dla 6-letniego dziecka. Były jednak zasady. Po pierwsze, nie dostaję żadnych dodatkowych pieniędzy na swoje potrzeby, po drugie słodycze, przekąski i tym podobne kupuję za swoje pieniędzy. W ten sposób dziecko uczy się, ile kosztują konkretne przyjemności i jeśli chce kupić sobie coś większego, musi mieć odłożoną sporszą sumę.

Handel z rodzicami
W moim domu istniała od zawsze zasada równiej wymiany. Jeśli ktoś miał ochotę na czekoladę, a akurat miał ją tata, to należało ją od niego wykupić, za dokładnie taką cenę, za jaką tata ją kupił. W ten sposób nie pozostawiało się dziecku zbyt dużego pola do oszustwa czy przekrętów. Jeśli ktoś pożyczał komuś pieniądze, zapisywał sobie tę pożyczoną kwotę, tak, aby nie zapomnieć, nawet jeśli chodziło o kilka czy kilkanaście złotych. Ważne jest, aby uczyć dzieci uczciwości od najmłodszych lat.

Świadczenie usług rodzeństwu i rodzicom
Zdarza się w rodzinie, że jeden domownik ma coś, z czego chciałby skorzystać ktoś inny, na przykład konsola do gry czy samochód. Dobrym sposobem jest nauczenie na ich przykładzie jak czerpać zyski z tego, co już mamy, a więc zbudować solidne fundamenty pod inwestycje. Możemy podsunąć dziecku pomysł, że będziemy odpłatnie używać jego sprzętu (o ile oczywiście został on zakupiony za pieniądze naszego dziecka), za pewną symboliczną opłatą, na przykład dwóch złotych za godzinę.

Zabieranie dziecka ze sobą na zakupy
Wiele osób jest wzrokowcami, a dzieci przyswajają informacje znacznie lepiej, niż dorośli. Jeśli zabierzemy ze sobą dziecko na zakupy, nie tylko pokażemy mu, jak naprawdę wygląda zdobywanie nowych rzeczy do domu, ale pozwolimy mu na samodzielne zapoznanie się z cenami poszczególnych produktów. Dzięki temu dziecko dostanie od nas porządną lekcję o wartości pieniądza i rzeczy, których używamy codziennie. Dziecko z czasem zacznie rozumieć mechanizmy za tym stojące i oswoi się z wymianą pieniądza.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.